cynamonowe-mysli blog
:: blog.pl
:: księga gości

2010
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień


































statystyka
10.01.10



Imieniny roku.
Podsumowań nie będzie. Bo mi nie po drodze.  

Wstałem za późno, ale to się da wytłumaczyć. Poszedłem dzisiaj też do kina. Uczyłem się, w kinie bardziej, niż w domu studenta. Czytałem, jadłem, robiłem brzuszki, dotknięty bocznym, niby niebyłym, spojrzeniem niemego współlokatora. Zasypał mnie śnieg, razem z Bjork deptałem po nim w rytm „Aurory”. Wspominałem udane wczoraj, udanego sylwestra, piernikowe święta, niezbyt udane to, co na co dzień. Teraz pójdę poczytać Justynie bajkę na dobranoc.  

Czarne wrony pospadały na biały Poznań. Ludzie-szale stanowią większość niezbyt seksualną, za każdym kolejnym rogiem coraz to nowszy motyw falliczny. Ful atrakcji.  

No i drzewa, surowe i bezlistne, brązowa, zaorana ziemia, a wczoraj wzgórza zza mgły ogromniejące jak skały. Samotny myśliwy strzela kaczki i bekasy na bagnach. Przychodzą kuropatwy i siedzą na polach jak małe nieżywe bryłki, na poły zesztywniałe, może od mrozu.
Woolf, Dzienniki 

A tymczasem noc, kolejna noc.
cynamonowe-mysli 2010-01-10 03:41:45
skomentuj (2)
adeste fideles..

Błota chlapy białe puchy zastąpiły. Czas biegnie do kolejnej dekady. Mikołajem zostaje każdy pierwszy-lepszy. A na całe te święta świat lepi z siebie bałwana.

Upiekłem pierniki. Usiadłem do wieczerzy. Pomówiliśmy. Pojedliśmy. Zwierzęta z głowami pod stołem stały. Telewizory grały. Śnieg powoli topniał. Kutii ubywało. Pod obrusem siana mikołaj nawkładał. Potem pojechaliśmy na pasterkę do katedry gorzowskiej, jak co roku, trzeci rok. Koło katedry szopka stała. Żywe kozy, owce, króliki zakratkowane. Pisałem Justynie, że bym do nich się cacy wpasował. Po powrocie. „Fanny i Aleksander”. I więcej nic konieczne.
 

Urządzam sobie święta. Rządzę się świętami.
Nie wiem, czy mam prawo, ja niewierny, ja niepomny. Ale mi się uśmiechają całe te tradycje. Więc korzystam. Póki mam mamę, domek, zwierzątka, brzuszek pełny i płytę dvd z „Fanny i Aleksandrem”. 

podpisało się,
szopkowe zwierzę ze świątecznym sadłem.
cynamonowe-mysli 2009-12-26 02:53:46
skomentuj (1)
/

Wszystko ma swoje dwie strony.
Człowiek.
Dzień.
Myśl.
Byt. 

Ja ciągle sobie jestem, nie jestem.
Miewam nastroje, czasem ich nie miewam.
Czekam, nie czekam.
Liczę, liczyć przestaję. 

Mijam wraz z czasem, wtapiając się coraz bardziej do karku.  

Wczoraj było miło u Zuzanny. Dużo radości, od ucha do ucha./
Dzisiaj nie było miło w pokoju akademickim. Pan, co sześć plasterków sera sprzedawał też do najmilszych nie należał.
Tydzień temu poprószył z nagła najbielszy puch na odpowiednie podsumowanie dnia./
Niedługo po tym w goryczy pokoju tłumiłem siebie w autotroskach. 

Teraz pada śnieg.
Zaraz święta.
Nic mi się nie chce.
Świąt nie wyczekuję.
Czekanie nudzi. 

-
Noc.
Bezmyśli.
Trwały niebyt.
rewersu awers,
i ja.
cynamonowe-mysli 2009-12-20 03:37:53
skomentuj (0)
...stygnąc.

Dopala się wiśniowa świeczka od Magdaleny.
To tak na wspomnienie sprzed tygodnia.
Wspomnienie jednego z tych niewielu dni kompletnych, dni totalnych, ubarwionych najszczerszym uśmiechem, najpyszniejszym grzanym winem, najlepszym polskim filmem, najgłębszą muzyczną emocją, najpiękniejszymi ludźmi.
Wystarczyło. Spełnienie wyobrażeń. Bliskości mentalne, bliskości fizyczne.
Bywa. I gdy tak jedynie bywa, docenia się to nieporównywalnie bardziej.
Dla tych, co nie potrafią, do nauczenia. 

Zajmujące jest wpatrywanie się w to, co widoczne spoza akademickich okien. W bloku dziesięciopiętrowym, tym, w którym dzień i noc na jednym z prototypów balkonu ostatniego piętra stoi opasły pan niedoszły samobójca, nie śpią tylko w jednym mieszkanku. Budzi mimowolną śmieszność jedna lampeczka pośród tylu okiennych sposobności do wykorzystania światła. Jeszcze większe zdziwienie budzi pustka na ulicach. Jak na ostatnim spacerze o godzinie dotąd jak na spacer nieco absurdalnej. 

A teraz kolejny weekend. Taki ot, dla kontrastu. Jeden z tych, podczas których zbiera się w środku wszystko to, co od poniedziałku do piątku odpychane. Człowiek, nauczywszy się wszelkich filozoficznych prądów i ich właściwości, postanawia w sobotni wieczór te filozoficzne prądy w odpowiedni sposób umotywować na przykładzie samego siebie.
I pogrąża się, skurwiel, i pogrąża.
I tworzy z siebie największe skrzywdzenie na świecie.
I mierzi go nagle szkoła, mierzi pierwszy lepszy, co już o nim nie pamięta. 

Pozostają wspomnienia.
Uśmiech, grzane wino, polski film, Katarzyna i ludzie. 

Zgasło okno dziesięciopiętrowego bloku. Gaśnie magdaleńska świeczka. Gasnę więc i ja.
cynamonowe-mysli 2009-11-29 04:58:57
skomentuj (1)
do diabła z tytułami.

Kalendarzowe moje wczoraj były.
Wstałem, obudziły dziewczęta, wracając z imprezy, ‘dzień dobry’ mówiły, i poszły. Dalej był film, to święto, można, bo poza świętem nie ma student na filmy czasu. Potem byliśmy na korowodach świątecznych. Były konie, policjanci, panie od wygibusów i Marcin na koniu. Ludzi dużo, dzieci radochę miały. Tłum żył jak w Tokio. Potem jedliśmy z Justyną i Wiktorem jajecznicę, na rogale drogie nam nie wystarczyło. Jajecznica zresztą lepsza, to taki już rytuał. Później były lamenty. I historia. I wieczorem późnym Katarzyna przyniosła rogala. I tak spędzaliśmy się nawzajem. Teraz piosenka, lamentów trochę, no i tyle. 

W Poznaniu żyje się dobrze. Obchodzą wszyscy twoje imieniny, słuchają dobrej muzyki, próbują oglądać filmy, jeść dobrą jajecznicę i korzystać z tego, co miasto im niesie. I rogale, też dobre produkują. 

Nie chce się wracać.
cynamonowe-mysli 2009-11-12 02:21:30
skomentuj (1)